Slider

„Siostra mówiła, że nic nie będzie chciała…”

Historia z życia wzięta, jakich wiele…

Były oto dwie siostry : starsza Halinka i młodsza Alinka.

Halinka po studiach wyjechała do Londynu i tam już została. Alinka z kraju nie wyjechała, mieszkała z mamą i pomagała mamie w prowadzeniu domu (w ogóle we wszystkim pomagała mamie, bo coraz bardziej ta pomoc była potrzebna).

Za życia mamy starsza siostra mówiła,że nie będzie kiedyś nic chciała, bo przecież to oczywiste, że skoro to młodsza Alinka zajmuje się domem, opiekuje się mamą i ponosi wszystkie wydatki z tym związane, to mieszkanie będzie w przyszłości jej. Bo przecież ona – Halinka ma swoje życie poza granicami kraju, raczej tu nie wróci no i oczywiście mieszkając tam daleko nie ma jak pomagać mamie.

A skoro Halinka zapewniała wiele razy, że nic nie będzie w przyszłości chciała, nikt nie myślał nawet, aby coś spisywać czy tym bardziej iść do notariusza zawierać jakieś umowy.

Skoro to było oczywiste (znaczy, że mieszkanie będzie kiedyś Alinki) to Alinka wkładała wszystkie swoje oszczędności w gruntowny remont mieszkania. (w razie potrzeby brała też kredyty, no bo przecież skoro zostało uzgodnione, że w przyszłości mieszkanie będzie jej,to miało to sens, prawda?)

Niestety stan zdrowia mamy zaczął się pogarszać i wkrótce stało się już jasne, iż będzie coraz gorzej.

Oczywiście Alinka opiekowała się mamą do końca, no bo przecież Halinka nie miała jak tego robić, skoro mieszkała w Londynie… (no wiadomo)

Parę tygodni po pogrzebie Halinka zadzwoniła do siostry i spytała – „to co robimy z mieszkaniem?”

Trudno sobie wyobrazić zaskoczenie i dezorientację Alinki, no bo przecież wszystko było kiedyś …

Oczywiście sprawa znalazła się w sądzie. Testamentu żadnego nie było, więc sąd orzekł o nabyciu spadku zgodnie z przepisami ustawy – czyli przez obie siostry.

Pierwszy etap – czyli stwierdzenie nabycia spadku był jeszcze w miarę prosty i tani.

Niestety w dalszej kolejności złożony został (przez Halinkę oczywiście) wniosek o dział spadku…

Tu już łatwo nie było. Ani krótko. Ani tym bardziej przyjemnie. Tanio też nie było, bo ktoś musiał ponieść koszt opinii sporządzanej przez biegłego.

(tak, sprawy o dział spadku mogą trwać … rok, dwa lata, a nawet i dłużej. Nie licząc oczywiście apelacji)

Często jest tak, że za życia rodziców rodzeństwo jest zgodne i „nikt nic nie będzie kiedyś chciał”, a wszystko jest uzgodnione, ustnie oczywiście, bo przecież wiadomo….)

Niestety zdarza się, iż po śmierci rodziców ktoś z rodzeństwa to stanowisko zmienia.

(bo zmieniła się jego sytuacja, bo postanowił jednak wrócić do Polski,bo zapomniał co mówił wcześniej… Przyczyn zmiany stanowiska może być wiele.)

Nie mówię oczywiście, że tak jest zawsze.

Bo są zapewne bardzo zgodne rodzeństwa, które trzymają się ustaleń i potrafią porozumieć jeśli chodzi o pieniądze i spadek po rodzicach. I pewnie takich jest większość.

Jest więc bardzo możliwe, iż w twoim przypadku właśnie tak będzie.

Ale… zastanów się, co by było gdyby jednak tej zgody i porozumienia nie było?

Może warto mimo wszystko podjąć pewne formalne kroki, skoro teraz wszyscy się zgadzają co tego tego, jak ma to kiedyś wyglądać?

{ 3 komentarze… przeczytaj je poniżej albo dodaj swój }

Leszek Bloch Lipiec 21, 2016 o 14:38

Bardzo ciekawy wpis a temat często spotykany w praktyce kancelaryjne,. Samo życie…. Przysłowie o rodzinie i zdjęciu samo ciśnie się na usta.

Odpowiedz

Magdalena Październik 26, 2016 o 16:19

Dokladnie…pasierbica zapewniala, ze nic nie bedzie chciala a mieszkanie bedzie w przyszlosci moje, czyli…spokojnie moge inwestowac.Totez inwestowalam, bez zadnego formalnego zabezpieczenia. Maz byl sporo starszy, mial najnizsza z mozliwych rente a najwyzszej jakosci potrzeby. Wladowalam w remont mieszkania swoje pieniadze i oszczednosci (min. pieniadze ze sprzedazy mojego mieszkania, kupionego przed zawarciem malzenstwa). Mieszkanie bylo ogromne, ale bez cieplej wody, bez ogrzewania a stan techniczny i estetyczny…horror. Sfinansowalam wszystko, lacznie z centralnym ogrzewaniem, remontem,wykupem mieszkania. JA dalam 3/4 kwoty na wykup a pasierbica 1/4. Stwierdzila, ze jest bardzo wdzieczna, ze zajmuje sie ojcem, finansuje jego leczenie, faktycznie utrzymuje go. Ona mieszkala a granica i zawsze…”na nic nie miala”. Nadmieniam, ze zarowno ona, jak jej maz niezle zarabiaja. Po smierci meza, juz w dniu pogrzebu, przed domem stal zamowiony przez nia transport samochodowy.
Wywiozla wszystkie cenniejsze rzeczy /min. spora biblioteke, obrazy, antyki bedace wlasnoscia meza/ a nastepnie zazadala czesci spadku po moim mezu, czyli 1/4 wartosci mieszkania/. Machnelam reka na rzeczy ruchome i nie domagam sie podzialu. Co do czesci nieruchomej, po sprzedazy mieszkania dostala 1/4 wartosci. Oczywiscie nie rozliczyla sie za zabrane rzeczy. I co? Nie warto sie stresowac i wloczyc po sadach. Moze samo zycie jej kiedys za to zaplaci. A kasa…jest tylko kasa. Pisze ku przestrodze…nie wierzcie w zadne zapewnienia- zabezpieczajcie sie u notariusza.

Odpowiedz

Ola Wrzesień 15, 2017 o 09:27

Dobre. Moj brat tez mowil, ze od ojca nic nie chce ( porzucil nas dla innej baby I brat nie utrzymywal z nim kontaktow) , ze pier….I jego majatek, ze nie chce znac itd. Po dwudziestu latach ojciec zmarl, jeszcze dobrze go nie pochowwali, a brat juz sie wyklocal o spadek. Z rodzina to dobrze na zdjeciu. Nawet najbardziej kochajace rodzenstwo zamieni sie w sèpy, gdzie pojawia sie pieniadze.

Odpowiedz

Anuluj

Dodaj komentarz

Dziękuję, że chcesz skomentować mój artykuł. Jednak jeśli chcesz w ten sposób poprosić mnie o pomoc, skorzystaj z zakładki Kontakt.

Poprzedni wpis:

Następny wpis: