Slider

Jak pewnie wiesz, oprócz prowadzenia spraw o dział spadku czy o zachowek pomagam też w planowaniu spadkowym, przekazaniu firmy następcom i w końcu – choć może Ci się to wydawać teraz zupełnie bez związku z tematem bloga – przekształcaniem działalności gospodarczej w spółkę z o.o.

A prawa autorskie, prawo własności intelektualnej, znaki towarowe…

Pewnie pamiętasz: wspominałam na początku miesiąca, że

Może wydawać się, że to dość mało istotna kwestia. Ale… wierz mi: po latach taki znak towarowy czy logo może mieć większą wartość niż lokal będący siedzibą firmy czy samochód.

Dlatego właśnie – aby przybliżyć Ci tę tematykę rozmawiam dziś z doświadczonym rzecznikiem patentowym i autorem bloga o znakach towarowych – Mikołajem Lechem.

Zacznijmy od wyjaśnienia pojęć:

Co to dokładnie jest „znak towarowy”?

Najłatwiej w tym miejscu byłoby mi zacytować odpowiedni przepis z ustawy Prawo własności przemysłowej, ale postaram się wyjaśnić wszystko własnymi słowami. Przedsiębiorcy działając na rynku, oferują towary lub usługi. Każdemu zależy na tym, aby pozyskać klientów, dlatego starają się odróżnić od swojej konkurencji. Podstawowym narzędziem do tego jest marka. I należy ją rozumieć szeroko. Marką przedsiębiorcy może być jego nazwa, logo lub grafika.  Przedsiębiorca może chronić swoją markę rejestrując ją jako znak towarowy np. w Urzędzie Patentowym RP.

Co najważniejsze, poprzez taką rejestrację nie uzyskuje się monopolu absolutnego na nazwę. Ochrona obejmuje jedynie wskazane w zgłoszeniu towary lub usługi. Innymi słowy, jeżeli przedsiębiorca zarejestrował znak towarowy MIKPOL do oznaczania usług prawnych, to nie może zabronić innemu podmiotowi używania identycznej nazwy (nie logo) do oznaczania piekarni. Wynika to chociażby z tego, że działania właściciela piekarni nie doprowadzą do tego, że klienci firmy MIKPOL zostaną wprowadzeni w błąd. Raczej mało prawdopodobne, że osoba szukająca porady prawnej przez pomyłkę kupi drożdżówkę 🙂

A logo – czym jest logo? I co profesjonalny rzecznik patentowy ma na myśli, mówiąc ”prawo do marki”?

Ja zawsze mówię, że logo to nazwa ubrana w szatę graficzną. W języku prawnym mówi się o słowno-graficznym znaku towarowym. Przykładem niech będzie logo naszej kancelarii patentowej, które oczywiście zarejestrowaliśmy w Urzędzie Patentowym RP:

Z kolei prawa do marki to dość obszerny temat. Prawa te nie wynikają jedynie z rejestracji znaków towarowych (ustawa Prawo własności przemysłowej). Można bowiem mówić o prawie do firmy (Kodeks cywilny), prawie do niezarejestrowanego znaku towarowego (ustawa o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji) oraz prawie do logo (ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych). To zagadnienie dokładnie rozgryzałem w artykule pt. Jak chronić markę firmy?

Wspomnę jedynie, że w kontekście tych wszystkich przepisów rejestracja znaku towarowego ma tę zaletę, że w wydanym świadectwie rejestracji wyraźnie jest napisane kto jest właścicielem znaku towarowego, na jakim terytorium, na jakie towary/ usługi oraz czy ta ochrona dotyczy nazwy czy logo. W przypadku ewentualnego sporu łatwo udowodnić, że ma się prawa do marki. Wystarczy przedłożyć wspomniane świadectwo. Opierając prawa do marki na pozostałych przepisach trzeba licznymi dowodami wykazywać, że te prawa nam przysługują. Sąd się z tym zgodzi bądź nie. Wynik takiego sporu robi się więc mocno niepewny.

Biznes można prowadzić w różnych formach; najczęściej przedsiębiorca zaczyna od „zwykłej” jednoosobowej działalności. Z czasem jednak taka „działalność” nabiera często znacznych rozmiarów, a sam przedsiębiorca – zaangażowany innymi sprawami – o wielu kwestiach nie myśli…

Zgadza się. Z mojego doświadczenia wynika, że mało kto już na początku swojej  drogi biznesowej myśli o ochronie swojej marki. Z jednej strony jestem w stanie to zrozumieć. Dopóki nie ma pewności, że dany pomysł uda się skomercjalizować, marka nie ma wielkiej wartości. Później, po kilku miesiącach, jeżeli przedsiębiorca czuje, że jego biznes działa, powinien pomyśleć o rejestracji znaku towarowego.

Tylko z mojego doświadczenia wynika, że już w tym miejscu wiele osób popełnia błąd. Otóż nawet jeżeli początkowo nie myślimy o rejestracji znaku towarowego, powinniśmy rozważnie wchodzić w pewne nazwy. Stosunkowo często spotykam się z sytuacją, kiedy wybierana jest nazwa podobna do już zarejestrowanego znaku towarowego.

Początkujący przedsiębiorcy sprawdzają jedynie dostępność domeny internetowej oraz robią proste poszukiwania w Google. To jednak za mało. Należy zrobić poszukiwania również w zakresie zarejestrowanych znaków towarowych. Kolizją mogą być zarówno znaki identyczne jak i podobne. Należy pamiętać, że to podobieństwo nie jest taką oczywistą sprawą. Często można mieć wątpliwości czy znak różniący się jedną, dwoma literkami jest jeszcze kolizyjny czy już nie. Warto więc rozważyć zlecenie analizy rzecznikowi patentowemu.

Zaniedbanie na tym etapie może być przyczyną dwóch głównych problemów. Po pierwsze, po kilku latach działalności do takiego przedsiębiorcy może odezwać się kancelaria prawna z żądaniem zaprzestania naruszania prawa. Dla takiej osoby to dramat. Od powiedzmy 3 lat rozwija swoją firmę, by dostać ultimatum, że w ciągu 14 dni musi zmienić jej nazwę.

Innym razem, kiedy przedsiębiorca postanowi jednak znak zarejestrować, po wstępnym badaniu może się dowiedzieć, że ktoś inny już taki znak chroni. Jest to sytuacja lepsza, ale nadal zła. Lepsza dlatego, że taka osoba ma czas na jakieś ruchy (np. modyfikację nazwy). Podmiot, którego prawa nieświadomie naruszał nie wie jeszcze o jego istnieniu. I lepiej aby się nie dowiedział. Zmiana nazwy stawia jednak pod znakiem zapytania wieloletnie zabiegi marketingowe.

Czy wielu przedsiębiorców myśli o rejestracji znaku towarowego? I czy finalnie wielu decyduje się na zarejestrowanie?

Ja rejestruję najczęściej znaki towarowe przedsiębiorcom, którzy od kilku lat są już na rynku. Budzi to oczywiście problemy, o których już mówiłem wcześniej. Coraz częściej odzywają się jednak do mnie firmy, które dopiero planują z daną marką wyjść na rynek. I to jest idealny moment na działanie. Jeżeli nawet markę będziemy musieli delikatnie zmodyfikować, to nie generuje to większych problemów.

Jeżeli miałbym jednak ocenić jak popularne jest rejestrowanie znaków w Polsce to nadal uważam, że jest z tym słabo. Przeciętny przedsiębiorca nie chroni swojego znaku. Często taka osoba posługuje się podobną bądź identyczną nazwą jak jego konkurent w innej części Polski. Przykładowo w CEIDG znalazłem 16 przedsiębiorców używających nazwy ALLMED. W tym zakresie jest straszny bałagan w naszym kraju. Przedsiębiorcom wydaje się, że skoro żaden urzędnik nie robił im problemu przy zakładaniu działalności gospodarczej lub spółki to działają legalnie.

Dlaczego tak się dzieje – czy rejestracja znaku towarowego jest droga?

Moim zdaniem wynika to z niewiedzy i pewnych mitów. Wiele osób nie ma pojęcia czym są znaki towarowe oraz że warto je zastrzec. Poza tym można działać na rynku nawet wiele lat i znaku nie chronić. Z drugiej strony jeżeli w mediach pojawiają się już spory o znaki towarowe, to zazwyczaj w kontekście gigantów typu APPLE. Mali przedsiębiorcy kojarzą te fakty i od razu zakładają, że ich na to nie stać. Tymczasem minimalna opłata za 10-cio letnią ochronę znaku towarowego w Polsce to 890 zł. Gdyby tę opłatę można było podzielić, to miesięczne raty wyniosłyby około 7 zł. To chyba niezbyt wygórowana cena za bezpieczeństwo. Finalnie opłaty zależą od ilości wskazanych w zgłoszeniu klas, zasięgu terytorialnego ochrony oraz tego czy korzystamy z pomocy rzecznika patentowego czy nie.

Więcej o kosztach rejestracji znaku towarowego mówiłem w tym nagraniu:

 

Taki znak towarowy może być zarejestrowany na osobę fizyczną, ale też np. na spółkę osobową/ z o.o.?

Znak towarowy faktycznie może być zarejestrowany na osobę fizyczną nie prowadzącą działalności gospodarczej jak i spółkę prawa handlowego. Zresztą pytanie na kogo zarejestrować znak ma doniosłe skutki. Załóżmy, że znak rejestrujemy na osobę fizyczną. Może ona udzielić licencji na używanie znaku spółce z o.o. Kiedy jednak spółka wpadnie w problemy finansowe to komornik nie może zająć prawa do znaku, bo formalnie nie należy on do niej. Gdyby jednak znak był w posiadaniu spółki, to często potrafi on mieć ogromną wartość. Przykładowo znak towarowy Atlantic został sprzedany za prawie 1 mln  zł. I o taką kwotę obniżyły się zobowiązania likwidowanej spółki. Czyli ktoś zainwestował około 1 tys. zł w rejestrację, aby później znak sprzedać za 1 mln zł. To 1000 razy więcej.

Co powinien zrobić przedsiębiorca, gdy poważnie myśli o przekazaniu firmy następcy – w kontekście przeniesienia praw do znaku?

To bardzo dobre pytanie. Jak już mówiłem, większość przedsiębiorców nie chroni swoich znaków towarowych. Z tego wynikają później liczne problemy. Jednym z nich jest kwestia przeniesienia praw do marki. Jeżeli przedsiębiorca nie ma zarejestrowanego znaku, to pojawia się pytanie – co właściwie ma być przenoszone? Prawa autorskie majątkowe do logo? Prawo autorskie najczęściej nie chroni samej nazwy. W przypadku niezarejestrowanego znaku towarowego również nie ma żadnych namacalnych dowodów na to, że to prawo faktycznie istnieje. Na szczęście znak towarowy można zarejestrować nawet po kilkudziesięciu latach działalności firmy. Jeżeli to się uda, stosowną umową można takie prawo swobodnie przenosić.

[kliknij aby kontynuować…]

Apelacja termin a okres świąteczny

Bardzo możliwe, iż kiedyś już o tym wspominałam. Ale temat jest na tyle istotny, iż uznałam za potrzebne, aby pewne rzeczy przypomnieć. Otóż. W postępowaniu cywilnym jest tak, iż czasem wynik sprawy przed sądem I instancji nie jest taki, jak byśmy sobie życzyli. Wiadomo – każda sprawa jest inna i bardzo różne sytuacje mają miejsce w praktyce. Czasem strona przegrywa w całości, czasem kwota, którą sąd zasądził jest niższa od tej, o zasądzenie której wnosił powód (np. w sprawie o zachowek) Tak bywa. I w takich sytuacjach – kiedy strona nie jest zadowolona z wyroku sądu I instancji i uważa, iż np. sąd ten niewłaściwie ocenił zawnioskowane dowody (może jakiegoś dowodu sąd nie przeprowadził? albo miały miejsce inne uchybienia?) pojawia się kwestia wnoszenia apelacji.

Sama apelacja to temat rzeka, o formułowaniu wniosków i zarzutów można cały blog pisać, a nie tylko jeden wpis.

ALE. Aby sąd II instancji w ogóle pod względem merytorycznym apelację rozpoznał, to apelacja ta musi być wniesiona w terminie. Jeśli wyślesz tę apelację do sądu za późno – to niestety. Musisz liczyć się z tym, iż cały wysiłek włożony w jej pisanie pójdzie na marne.

Termin do wnoszenia apelacji (środków zaskarżenia) liczy się (co do zasady) od daty kiedy odbierzesz odpis takiego orzeczenia z jego pisemnym uzasadnieniem.

Dlaczego piszę o tym teraz? Otóż mamy teraz okres świąteczny. Co zrozumiałe, wszyscy mają bardziej pilne sprawy na głowie

Tylko że  NIE jest tak, iż w tym okresie ten termin do wnoszenia apelacji liczony jest w odmienny sposób niż w innych okresach roku.

Czyli (niestety) nie jest tak, iż na czas Świąt bieg terminu do zaskarżania orzeczeń miałby ulegać np. zawieszeniu. W okresie świątecznym terminy do zaskarżenia orzeczeń liczy się tak samo – chodzi o kolejne dni kalendarzowe.

Pamiętaj o tym, szczególnie jeśli chciałbyś zlecić napisanie apelacji adwokatowi.

(w szczególności, jeśli nie był on twoim pełnomocnikiem przed sądem I instancji)

Aby napisać dobrą merytorycznie apelację, pełnomocnik będzie musiał dokładnie zapoznać się z aktami sprawy, przeczytać protokoły rozpraw, złożone wcześniej pisma procesowe… Całkiem często sprawa przed sądem I instancji trwa nawet 2 czy 3 lata (a bywa iż nawet dłużej) więc dokładne zapoznanie się z aktami sprawy zajmuje sporo czasu.

TAK. Apelacja musi też zostać prawidłowo opłacona.

Inaczej to wygląda gdy chodzi o sprawy w postępowaniu nieprocesowym – np. sprawa o stwierdzenie nabycia spadku, a inaczej w sprawach o zapłatę rozpatrywanych w trybie procesowym, a więc np.w sprawach o zachowek. To już temat na inny wpis.

TAK. W przypadku innych środków zaskarżenia jest analogicznie, jeśli chodzi o liczenie terminu.

(inny może być sam termin do zaskarżenia orzeczenia, ale tak samo chodzi o kolejne dni kalendarzowe)

I jeszcze jedno – nie zapomniałam o zapowiadanym wpisie gościnnym. Wypatruj go w najbliższym czasie, zapewniam, że warto.

List do kobiety w nieformalnym związku

Żyjesz w związku nieformalnym z ukochanym mężczyzną? Jesteś szczęśliwa i liczy się tylko to, iż jesteś z ukochanym. To super i mam nadzieję, że tak będzie już zawsze. Jesteś zakochana i pełna optymizmu i nie dopuszczasz do siebie myśli, że „coś mogłoby się stać”. Zapewne nic się nie stanie, ale…

życie pisze różne scenariusze. Pewnie czasem czytałaś artykuły w prasie dla kobiet, oglądałaś programy w telewizji, słyszałaś od koleżanek historie dosłownie „mrożące krew w żyłach”. (nie, to blog o prawie cywilnym, nie karnym, nic bardzo brutalnego się nie wydarzy)

Zakładasz, że zawsze będziecie razem, bo łączy Was coś więcej niż „papierek”. Pewnie tak będzie. Nie jest teraz moją intencją przekonywanie Cię do sformalizowania związku czy dyskutowanie o wyższości związku partnerskiego nad małżeństwem (tudzież małżeństwa nad związkiem partnerskim) Wiem, ile małżeństw się rozpada i nawet prowadziłam całkiem sporo spraw o rozwód i alimenty, tak więc wiem jak jest.

Rozumiem, iż planujecie ślub, tylko jeszcze nie teraz, a  kiedyś. Rozumiem też, iż ślubu nie planujecie bo któreś z Was ma złe doświadczenia albo po prostu uważacie, że dobrze jest tak jak jest teraz. I tak, jesteście dorośli, macie do tego prawo.

Tylko… czy wiesz czyją własnością jest mieszkanie, w którym mieszkacie (mieszkanie, dom, samochód, cenne ruchomości…)? To na pewno wiesz. A czy pamiętasz, że jako partnerka/konkubina/narzeczona nie jesteś spadkobiercą ustawowym po mężczyźnie, z którym dzielisz życie? Wiesz, kto jest jego spadkobiercą ustawowym? Jego rodzice, rodzeństwo, dzieci rodzeństwa? (zakładam, iż nie macie wspólnych dzieci)

A może… może on ma małoletnie dziecko z poprzedniego małżeństwa czy innego związku?

Może mieszkanie jest jego własnością, a może planując dzielić życie „na dobre i złe” kupiliście mieszkanie „pół-na-pół”? I razem mieszkanie wyremontowaliście, a Ty włożyłaś w ten lokal (jego lub wasz wspólny) wszystkie pieniądze, które zarobiłaś lub dostałaś w spadku po babci.

Tak czy inaczej: prawdopodobnie nie chciałabyś, aby „w razie czego” okazało się, iż jesteś współwłaścicielką mieszkania – w sytuacji gdy kupiliście je wspólnie … z jego nastoletnim (kilkuletnim) dzieckiem, które w każdej sprawie będzie reprezentowane przez jego matkę (a zarazem byłą żonę czy narzeczoną Twojego Misia)

Może żadnych dzieci Twój Jedyny nie ma, ale wiesz że bycie współwłaścicielką czegokolwiek z jego rodzicami (jego matką) byłoby jeszcze gorsze, niż z jego dzieckiem.

Chociaż czy gorsze?

Jego matka (tak Twoja „prawie-teściowa”) jest przynajmniej dorosła, może i za Tobą jakoś specjalnie nigdy nie przepadała, ale przynajmniej jest dorosła i nie potrzebuje zgody sądu rodzinnego aby stanowiącą jej własność nieruchomość (udział w nieruchomości) sprzedać czy podarować…

A w przypadku dziecka? Jak tego nie wiedziałaś, to już się pewnie domyślasz. Dziecko nie może sprzedać nieruchomości/ udziału w nieruchomości ot tak sobie, nie wystarczy też, iż zgodzi się jego matka. Aby w takiej sytuacji nieruchomość można było sprzedać potrzebna będzie zgoda sądu (a jak wiesz sprawy w sądach trwają raczej długo).

Całkiem niewesoła perspektywa, prawda?

A co jeśli on prowadzi firmę, a uzyskiwany dochód jest podstawowym źródłem Waszego utrzymania?

Pamiętam taką właśnie sytuację, gdy on prowadził firmę, a jego narzeczona w tej firmie pracowała na etacie.

Wyobrażasz sobie pewnie, że sytuacja  tej pani stała się nagle dość niekorzystna?

(tak,niestety kredyty nie spłacają się same, a mieszkania nie sprzedasz, gdy nie jesteś jego jedyną właścicielką)

Takich pytań można zadawać jeszcze wiele.

Nie piszę tego, aby Cię przestraszyć.

Po prostu zastanów się „co by było gdyby”. Wiem że jesteś rozsądna i zależy Ci na swojej przyszłości.

A jak się spokojnie zastanowisz, to wyciągnij wnioski i zacznij działać.

Dziedziczenie ustawowe rządzi się swoimi prawami. To znaczy jak nie napiszesz testamentu, to do dziedziczenia dojdą spadkobiercy ustawowi – zgodnie z zasadami opisanymi w kodeksie. Zastanawiasz się, o co chodzi z tym tytułem „jak to jest z tą drugą żoną”? Przecież żonę można mieć tylko jedną… Właściwie tak, ale wyjaśnię to na kolejnym przykładzie „z życia wziętym”.

Wyobraź sobie panią Zosię, która ma całkiem spory majątek osobisty (nieruchomości, lokaty, biżuteria i te sprawy). To jej majątek osobisty – gromadzony od pokoleń, wiele składników tego majątku pani Zosia „dostała w spadku” po swojej mamie i babci. (tak, pani Zosia była szczęśliwą mężatką i z tym mężem miała też – oprócz majątku osobistego – majątek wspólny)

Pamiętasz już pewnie – tak na marginesie – iż majątek osobisty też podlega dziedziczeniu?

Na pewno tak, ale posłuchaj jak może to wszystko wyglądać w praktyce.

Pani Zosia miała męża i dwoje dzieci. I to właśnie byli jej spadkobiercy ustawowi. O testamencie pani Zosia nie myślała, bo niby w jakim celu? Przecież miała męża i dzieci, z którymi była w dobrych relacjach, a co więcej dorosłe już dzieci dzieci regularnie dawały pieniądze na remonty i utrzymanie nieruchomości.

Po pewnym czasie niestety pani Zosia zmarła. Niestety nikt jakoś nie pomyślał wtedy o sprawach spadkowych. (wiadomo, jak jest: nie było okazji ani czasu aby się tym zająć, starszy syn wyjechał do Anglii, aby tam podjąć pracę i nie miał kto się takimi sprawami zająć, wiadomo w sądach sprawy długo trwają, a zresztą wszyscy byli zgodni i nawet wizyta w kancelarii notarialnej nie wydawała się być czymś potrzebnym)

Życie pisze jednak różne scenariusze.

Po pewnym czasie od tego bardzo smutnego zdarzenia mąż pani Zosi – pan Zenon, który nie był przecież jeszcze starym człowiekiem, poznał miłą panią Grażynkę. Pomimo pewnych oporów i wątpliwości ze strony dzieci postanowił, iż ponownie stanie na ślubnym kobiercu. Jak pomyślał, tak też i zrobił.

Taka decyzja ze strony ojca nie do końca spodobała się dzieciom i stosunki rodzinne uległy – delikatnie rzecz ujmując – pewnemu ochłodzeniu.

Nie, nie było  w sumie podstaw, aby kogoś wydziedziczać, zresztą pan Zenon nawet nie pomyślał o takich drobiazgach jak testament. Był jeszcze w końcu całkiem młody i zamierzał dość długo cieszyć się życiem. Pan Zenon na nowo cieszył się rodzinnym szczęściem, wierzył iż relacje nowej żony z jego dziećmi w końcu się ułożą i cała rodzina (wraz z dziećmi i malutkimi wnukami) usiądzie przy świątecznym stole.

Pisałam już, iż życie pisze różne scenariusze?

Niestety, taki też – niezbyt wesoły scenariusz miał miejsce i tym razem.

Kilka lat po poślubieniu pani Grażynki pan Zenon niestety zginął w wypadku.

(pamiętasz, że żadnego testamentu nie napisał, ani żadnych decyzji co do majątku nigdy podjął)

Domyślasz się chyba, iż w tej sytuacji o „załatwieniu” polubownie całej sprawy przez drugą żonę i dzieci z pierwszego małżeństwa u notariusza nie było już mowy?

Na pewne rzeczy nie masz wpływu (i takich spraw jest całkiem sporo). Ale są też rzeczy, na które wpływ masz całkiem realny. Naprawdę: to całe „planowanie spadkowe” to wcale nie taka głupia sprawa. Bo przecież na pewno nie chcesz, aby Twoje dzieci  były współwłaścicielami Twojej nieruchomości z zupełnie obcymi osobami?

I tak: każda sytuacja jest inna. Może akurat w Twojej sytuacji ten cały testament faktycznie jest czymś zupełnie zbędnym. Nie zachęcam też do zawierania nieprzemyślanych umów, np. darowizn.   A jedyne do czego Cię namawiam, to: zastanów się spokojnie, przeanalizuj różne możliwości i podejmij decyzję, jaką uznasz za najlepszą.

Napisałam list do Mikołaja…

Pewnie pomyślałeś, iż chodzi o bardzo miłego pana w czerwonym wdzianku w rozmiarze xxl, z długą białą brodą, stadkiem reniferów oraz workiem pełnym prezentów?  Nie, no przecież dorośli nie piszą listów do Mikołaja… Ale jak już wiesz z tytułu wpisu, jednak napisałam. I teraz uważaj: Mikołaj mi odpisał!

No dobrze, nie będę dłużej trzymać Cię w niepewności:

Chodzi o Mikołaja Lecha, rzecznika patentowego i autora bloga o znakach towarowych.

Pisałam przecież ostatnio, iż nie tylko blogi piszę, ale też je czytam:)

A skoro napisałam do autora innego bloga, to prawdopodobnie oznacza to iż niedługo pojawi się wpis gościnny.

A będzie to wpis gościnny, jakiego jeszcze nie było. Pisałam już kiedyś, o tym, jak to jest w przypadku śmierci osoby, która prowadzi swoją działalność gospodarczą (pamiętasz: sugerowałam nawet abyś rozważył przekształcenie „zwykłej” działalności w spółkę z o.o. Tym razem – z tego wpisu gościnnego dowiesz się, czy można przenieść prawa do marki w kontekście sukcesji i wielu innych rzeczy, o których każdy przedsiębiorca powinien pamiętać.

Tak więc już niedługo – zanim zabłyśnie pierwsza gwiazdka (mam nadzieję!) nowy wpis gościnny:)

Co robi adwokat, gdy nie pisze bloga

Chcecie wiedzieć co robi adwokat, kiedy akurat nie pisze tekstów na blog? Pewnie to oczywiste: pisze pozwy, wnioski, apelacje, uczestniczy w rozprawach, sporządza opinie prawne. To wiadomo, ale nie to miałam akurat na myśli. Otóż adwokat, gdy akurat bloga nie pisze, to blogi czyta. Niestety nie zawsze adwokatowi starcza czasu, aby być na bieżąco jeśli chodzi o blogi modowe, więc najczęściej ogranicza swoją aktywność do czytania blogów o … – tak : o prawie. (to chyba nie było dużym zaskoczeniem?)

No dobrze, więc jak już adwokat, który sam prowadzi swój blog, czyta inne blogi to – zwłaszcza w sytuacji gdy uważa że to dobre blogi, to te blogi poleca innym.

Tak już to jest, iż mało kto zna się na wszystkim.

A już (prawie) na pewno każdy prawnik ma swoją ulubioną „gałąź” prawa.

Ale do rzeczy, gdyż nie chciałabym trzymać czytelników w niepewności.

Tak – to nie żart. Prawnicy czytają blogi prowadzone przez innych prawników.

Jest tak, gdyż w znaczącej większości są to blogi pisane przez osoby, które naprawdę znają się na tym, czym się zajmują.

I tak właśnie jest też w przypadku bloga, który sama czytam i uważam, że naprawdę warto na blog ten zajrzeć.  Dobrze, wiem że już wszyscy chcieliby wiedzieć o jakim blogu mowa.

Tematyka wspomnianego bloga dotyczy ochrony znaków towarowych.

Niewiele Ci to mówi? Może tak być, gdyż – przynajmniej w moim odczuciu – temat ten nie należy do najbardziej popularnych.

Ale: jeśli chciałbyś poczytać (a nawet i posłuchać) o takich zagadnieniach jak : częste błędy przy wyborze nazwy firmy, zastrzeganiu nazw we właściwych urzędach czy w końcu autorskich prawach majątkowych to nie czekaj dłużej, tylko klikaj.

Zachęcam do kliknięcia dokładnie tutaj.

Dziedziczenie ustawowe : małżonkowie

Mówiłam już  – i to chyba kilka razy – iż jak nie ma testamentu to dziedziczą spadkobiercy ustawowi (a dziedziczenie ustawowe jest dokładnie uregulowane w przepisach art. 931 i dalszych kodeksu cywilnego)

Stwierdzenie nabycia spadku to jedno. Ustalenie co dokładnie wchodzi w skład masy spadkowej i jak to będzie podzielone to dalszy etap.

Poruszam ten temat ponownie, ponieważ dość często pytania pojawiają się w wiadomościach od czytelników i w komentarzach.

Odchodząc na chwilkę od tematu spadków:

Najczęściej jest tak, iż ustrojem majątkowym obowiązującym w małżeństwie jest ustrój wspólności ustawowej.

(na marginesie|: pisałam już o tym, że dziedziczeniu podlega także majątek osobisty?)

Wiadomo: każda sytuacja jest inna, a czasem i doświadczonego adwokata coś potrafi zaskoczyć:)

Ale wracając do tematu: Weźmy sytuację najprostszą (możliwie prostą)

małżonkowie mają dom, który stanowi ich majątek wspólny.

Mają też dwoje dzieci. Ani mąż, ani żona nie sporządza testamentu.

I co dzieje się w momencie, kiedy mąż umiera?

Tak – nie było testamentu, więc następuje dziedziczenie na zasadach ustawowych.

Ale – co wchodzi w skład spadku, jeśli małżonkowie mieli wspólność ustawową?

Otóż : w skład spadku wejdzie udział w nieruchomości (majątku)

czyli inaczej mówiąc : dziedziczeniu podlega nie cały majątek wspólny, ale udział w majątku wspólnym zmarłego małżonka.

Co do zasady małżonkowie mają równe udziały we wspólnym majątku

(w sprawie o podział majątku wspólnego możliwe jest żądanie innej proporcji niż „pół na pół”

Dla zainteresowanych:  w momencie otwarcia spadku (czyli po prostu w dacie śmierci jednego z małżonków)majątek wspólny przekształca się z wspólności bezudziałowej w udziałową.

Czyli wracając do przykładu : jeśli mamy małżeństwo z dwójką dzieci, to po śmierci męża jego udział w majątku wspólnym wejdzie do masy spadkowej i będzie podzielony na trzy równe części – czyli żonę i dzieci.

(trochę inaczej będa wyglądać te ułamki w sytuacji gdy dzieci będzie np. pięcioro)

O tym czym te wszystkie „wspólności” dokładnie są opowiem innym razem.

Istotne:

dziedziczeniu podlega nie cały majątek wspólny, ale udział zmarłego małżonka w tym majątku.

I tak

znam treść art. 43 par. 2 k.r.o, ale o tym będzie osobny wpis.

Co jeszcze można odziedziczyć?

Pewnie myślisz, że znowu będzie o długach? Można odziedziczyć dom, samochód, biżuterię, udziały w spółce z o.o., tak – można odziedziczyć też i długi. Ale… co jeszcze można odziedziczyć? Może o tym wiesz, jeśli śledzisz orzecznictwo. A może będzie to dla Ciebie całkowite zaskoczenie. Żeby zwiększyć w tym momencie twoją uwagę: ma to związek z prawem karnym.

Co prawda prawem karnym zajmuję się w zdecydowanie mniejszym stopniu, niż prawem cywilnym, ale takie orzeczenie absolutnie nie mogło ujść mojej uwadze.

Ale zacznijmy od początku:

W kodeksie karnym jest taki artykuł 46 par. 1, zgodnie z którym:

„W razie skazania sąd może orzec, a na wniosek pokrzywdzonego lub innej osoby uprawnionej orzeka, stosując przepisy prawa cywilnego, obowiązek naprawienia w całości albo w części, wyrządzonej przestępstwem szkody lub zadośćuczynienia za doznaną krzywdę”

Zauważyłeś ten fragment: „stosując przepisy prawa cywilnego”? Pomimo, iż przepis ten znajduje się w kodeksie karnym?

Nie jest tu moim zamiarem przedstawianie różnych teorii w przedmiocie tego, jak ten obowiązek jest postrzegany i opisywany „w doktrynie” czyli co na ten temat sądzą autorzy podręczników prawniczych – gdyż jak się pewnie domyślasz: zdania są podzielone.

Może więc być tak, iż sąd karny zasądzi na rzecz pokrzywdzonego określoną kwotę.

Niestety zdarza się też i tak, iż odpowiedzialny za powstanie tej szkody obowiązku naprawienia szkody nie wykona (niestety bywa i tak). Co więcej zdarza się, iż taki sprawca szkody (oczywiście po prawomocnym  zakończeniu sprawy przed sądem) po prostu umrze. I co wtedy? Co z tym naprawieniem szkody?

O tym co w takiej sytuacji wypowiedział się Sąd Najwyższy w jednym z ostatnich wyroków:

Otóż z wyroku tego wynika, że spadkobiercy dziedziczą po spadkodawcy obowiązek naprawienia szkody wyrządzonej na skutek przestępstwa.

Zobaczmy, co Sąd Najwyższy stwierdził w uzasadnieniu tego wyroku:

[kliknij aby kontynuować…]

Przedawnienie. Przerwanie biegu przedawnienia.

Mądrzy ludzie mówią „śpiesz się powoli” i mają w sumie rację. Jest jednak małe ALE. Jeśli jesteś uprawniony do tego, aby od innej osoby dochodzić pewnej kwoty pieniędzy to może jednak lepiej będzie się pośpieszyć. Jeśli zbyt długo będziesz się zastanawiać, albo po prostu zapomnisz o całej sprawie to niestety – może zdarzyć się tak, iż roszczenie się przedawni.

Uwaga: rzecz dotyczy przede wszystkim spraw o zapłatę – w realiach prawa spadkowego… tak, zgadłeś dotyczyć będzie przede wszystkim zachowku.

Roszczenie o zachowek – czyli o zapłatę określonej sumy pieniężnej podlega przedawnieniu : tak jak większość spraw o zapłatę i zupełnie inaczej niż sprawa np. o dział spadku czy zniesienie współwłasności.

Zawsze może być też i tak, że ktoś zapomni czy nawet po prostu nie wie, że może wystąpić z roszczeniem o zapłatę. No i nagle „za pięć dwunasta” orientujesz że jest miałeś/masz roszczenie o zapłatę… A jednocześnie wiesz, że z różnych względów pozostałe „pięć minut” nie wystarczy na napisanie i wniesienie do sądu pozwu o zapłatę.

Wiesz już, że dobrze jest przed wniesieniem pozwu wystąpić do drugiej strony z wezwaniem do zapłaty.

Piszesz więc takie wezwanie wprost do drugiej strony i …

nie osiągasz celu. Druga strona dobrowolnie nie płaci, a roszczenie się przedawnia.

Nie tak to działa, wezwanie do zapłaty wnieść owszem można i sama często od tego zaczynam całą procedurę  dochodzenia roszczenia, ale…

„na taką okazję” przepisy przewidują troszkę inną instytucję.

Chodzi też o wezwanie (a właściwie dokładnie rzecz ujmując o „zawezwanie”)

Zawezwanie do próby ugodowej.

Takie pismo wysyłasz nie do strony przeciwnej, tylko do sądu.

(sądu rejonowego według ogólnej właściwości drugiej strony – tak na marginesie: pamiętasz, jak kiedyś pisałam, iż w sprawach o zapłatę właściwość sądu zależy od kwoty jakiej się domagasz? I tak w istocie jest, tylko akurat takie zawezwanie do próby ugodowej to coś jednak troszkę innego niż pozew – dlatego niezależnie od tego, o jaką kwotę chodzi wysyłasz takie pismo do sądu rejonowego)

O tym jak dokładnie takie pismo wygląda napiszę innym razem.

Teraz zapamiętaj : wezwanie do zapłaty wysłane do osoby, od której chcesz dochodzić swojego roszczenia to jedno, a pismo skierowane do sądu i nazwane „zawezwanie do próby ugodowej” to drugie. I tylko to drugie ma taką właściwość, iż przerywa bieg przedawnienia.

Czy są jeszcze inne czynności, których skutkiem także jest przerwanie biegu przedawnienia?

Tak, ale o tym w innym wpisie:)

Może jesteś ciekawy czy wskutek wniesienia takiego pisma do sądu faktycznie dochodzi do zawarcia ugody przed sądem?? No cóż, czasem się to faktycznie zdarza, ale takie przypadki nie są częste (zawsze można mieć nadzieję, ale tak z praktyki mogę powiedzieć, iż lepiej jednak powoli oswajać się z myślą o wnoszeniu pozwu do sądu)

Tak jak napisałam samo zawezwanie do próby ugodowej będzie przedmiotem osobnego wpisu, ale gdybyś właśnie zamierzał takie pismo do sądu wnosić: pamiętaj o opłacie. Pamiętaj też, iż kiedyś opłata zawsze wynosiła 40 zł – niezależnie od tego, jaką kwotę wskazywałeś w takim piśmie. Teraz (jak się już pewnie domyślasz) jest inaczej. W przypadku większych kwot (konkretnie większych niż 10.000 zł.) musisz liczyć się z troszkę większym wydatkiem – konkretnie kwotą 300 zł.

Zrzeczenie się dziedziczenia

Zrzeczenie się dziedziczenia to jeden z tych tematów, które dość regularnie powracają w pytaniach od czytelników. Niestety większość czytelników interesuje się taką opcją w sytuacji gdy spadkodawca zmarł. Mam nadzieję, że ten wpis coś zmieni w tej kwestii.

A wtedy (tj. po śmierci spadkodawcy) … zrzeczenie się dziedziczenia nie będzie już możliwe! (tak – zrzeczenie się dziedziczenia nie będzie już możliwe, co najwyżej będziesz mógł spadek odrzucić, ale akurat nie o to tu chodzi.)

Zrzeczenie się spadku to umowa (a żeby umowa była skutecznie zawarta, obie osoby muszą się na coś godzić i umowę podpisać – wiem, pewnie brzmi to jak coś zupełnie oczywistego. W takiej umowie przyszły spadkobierca zrzeka się dziedziczenia po przyszłym spadkodawcy.

To teraz jeszcze raz : umowa wymaga zgodnych oświadczeń stron, które zawierają taką umowę. 

Czyli:  nie wystarczy, iż jedna osoba – nawet w formie pisemnej oświadczy iż „zrzeka się dziedziczenia” po innej osobie.

Co więcej : NIE wystarczy, iż dwie osoby spiszą taką umowę na kartce papieru.

Umowa o zrzeczenie się dziedziczenia wymaga dla swojej skuteczności formy aktu notarialnego; co oznacza iż obie strony muszą stawić się w kancelarii notarialnej. (tak, inaczej taka umowa nie będzie ważna)

Czy taka umowa ma sens?

Owszem, w wielu przypadkach jak najbardziej – i zaraz wyjaśnię na przykładzie dlaczego.

Zdarza się tak, iż starsze wiekiem osoby, osoby w tzw. średnim wieku mające własne dzieci, decydują się na zawarcie małżeństwa. Każda z tych osób ma nie tylko swoje dzieci, ale też i swój zgromadzony przez lata majątek. I chce mieć pewność, że po jej śmierci cały majątek odziedziczą tylko dzieci.  Oczywiście, każdy może napisać testament, ale… tak : zapewne takie hasła jak „wydziedziczenie” czy „zachowek” gdzieś się tam już nieśmiało pojawiły z tyłu głowy.

Czy to jedyna sytuacja, w której rozważenie takiej umowy jest celowe?

Otóż nie, ale do kwestii jeszcze powrócę w jednym z kolejnych wpisów, omawiając sytuację zawarcia takiej umowy pomiędzy rodzicem a jednym z kilkorga dzieci.

Testament to dobry pomysł, ale nie zawsze napisanie testamentu wystarczy, aby osiągnąć dokładnie taki skutek, o jaki Ci naprawdę chodzi.

To o czym piszę – czyli umowne zrzeczenie się dziedziczenia – dotyczy dziedziczenia ustawowego.

Czyli : jeśli zdecydujesz się na zawarcie np. ze swoim małżonkiem takiej umowy, nie ma przeszkód abyś dla tego własnie małżonka przeznaczył coś w testamencie. (jak pewnie pamiętasz jest coś takiego jak zapis czy zapis windykacyjny)

(dlatego własnie piszę o tzw. planowaniu spadkowym i mówię: spokojnie się zastanów, co jest Twoim celem.)

Tylko pamiętaj : jest to umowa i to umowa wymagająca dla swojej ważności formy aktu notarialnego

(od razu mogę Cię uspokoić – nie kosztuje to wcale majątku; naprawdę- a jak nie wierzysz to po prostu zadzwoń do kancelarii notarialnej w swoim miejscu zamieszkania)

Czy w Twoim przypadku będzie to najlepsze rozwiązanie?

Tego nie wiem – ale teraz kiedy już wiesz, na czym polega zrzeczenie się dziedziczenia, możesz to rozważyć (jeśli chcesz, abym pomogła Ci w tych rozważaniach, napisz do mnie- adres mailowy znajdziesz na podstronie kontakt)

Może masz naprawdę nietypową sytuację, a może tylko tak Ci się wydaje? 🙂

Pomyśl i sam zdecyduj co stanie się w przyszłości z Twoim majątkiem.